poniedziałek, 27 stycznia 2014

1.

-Iker! -krzyknęłam zła na brata. -Daj mi spakować te cholerne walizki! To, że ty spakowałeś się już wczoraj to nie znaczy, że ja też! -powodem mojego zdenerwowania było to, że Iker od pół godziny skutecznie, próbuje mi uniemożliwić spakowanie walizek. Jutro o 15:00 mamy wyjazd do Barcelony, ponieważ mój brat dostał posadę bramkarza w klubie FC Barcelona. Brawo Ikuś! -Wypieprzaj mi stąd, ale już!
-Ineeeeeeeeez nooooooooo. Złość piękności szkodzi. -uśmiechnął się szeroko. Czasem żałuję, że nie ma dziewczyny.
-Czekaj. Muszę do kogoś zadzwonić. Wyjdź stąd. -uśmiechnęłam się do niego, bo wpadłam na nie najgorszy pomysł. Iker wyszedł posłusznie z pokoju. To jest Iker tego nie ogarniesz. Możesz na niego przeklinać, drzeć się, wyzywać. Nie posłucha się, będzie siedział, nic nie będzie do niego docierało. Poprosisz  ładnie, grzecznie- posłucha. Wstałam z łóżka i sięgnęłam po telefon. Na klawiaturze wystukałam numer do Marcelo.
~Halo? Marcelo? -skierowałam słowa w stronę osoby po drugiej stronie słuchawki.
~No to ja. Jakiś problem Inez?
~Nie licząc Ikera, to nie. -zachichotałam.
~Co nie daje się normalnie spakować? Zatruwa ci życie jakąś gadką o tym jakiego to on gola obronił ostatnio?  Skąd ja to znam? -zaśmiał się głośno.
~Zabierz go na jakieś piwo czy coś, bo ja się nie spakuje do jutra! Z takim gwęganiem nad uchem na pewno nie. Tylko żeby kaca nie miał, bo ci nogi z dupy pourywam!
~Nie! Tylko nie moje zgrabne i powabne nóżki! Nie upiję go, obiecuję! -zachichotał.
~Bądź za 10 minut, może je jeszcze jakoś wytrzymam.
~Już jadę. -powiedział i się rozłączył. Spojrzałam na moją piżamkę. Nie była zła, ale znając brazylijczyka to będzie się śmiał. Wskoczyłam w ciuszki. I zbiegłam na dół.
-Ikuś, zaraz przyjedzie po ciebie Marcelo i zabierze cię gdzieś. -poinformowałam brata.
-Marceluś? Dobra! To ja się idę zbierać. Patrz jak ja wyglądam! -wskazał na dresy w których paradował i brak jakiejkolwiek koszulki. I jak na Ikera przystało zaczął dziwnie wymachiwał rękami.
Gdy starszy Casillas wyszedł z łazienki, do drzwi zapukał Marcelo. Przywitałam się z nim buziakiem w policzek i wypchnełam obydwu za drzwi, bo Marcelo chciał dopaść do naszej lodówki. Gdy chłopcy wyszli, ja ruszyłam dokończać pakowanie walizek.